Onirim – Przebrnij przez talię i pokonaj swoje koszmary! (z wyłączeniem tych o ZUS-ie)

Posted on

(…) biegnę ile sił w nogach… Tuż za mną jest cień, który zbliża się z każdą chwila coraz bardziej. Jego palce sięgają moich ramion i drapią mnie po nich swoimi długimi pazurami… Uciekam, chociaż jestem w miejscu. Biegnę, a czuję się jakbym szedł, lub wręcz cofał się do tyłu… Cień sapie mi coś do ucha, a gdy to robi, okropny smród jego oddechu uderza moje nozdrza… Słyszę jeszcze jak rechocze z rozbawieniem, zaciskając szpony na moim obojczyku, ciągnie mnie w tył i … Budzę się we własnej sypialni. Co prawda zlany potem i zmęczony jak nie wiem, ale przynajmniej nie ma tego okropieństwa które mnie ścigało! Jak dobrze być znowu w łóżku! (…)

Co znajdziemy w środku – Kosssszmar… w stylowym stroju z czarnej laki…

Ot i cała gra...
Ot i cała gra…

Tak oto zaczyna się przygoda w krainie dotąd niezbadanej przez nikogo, gdzie sami sobie jesteśmy największym strachem, miecz jest tak długi, jak chcemy żeby był, a w dodatku zionie ogniem, strzela prądem, jest zatruty i chroni właściciela przed podatkami – trudno sobie wyobrazić dzisiaj lepszą broń! We śnie – bo tam rozgrywa się akcja naszej solowej (chociaż nie do końca) gry – przyjdzie nam zmierzyć się z samym sobą (i z cieniami…), ale zacznijmy najpierw od właściwej strony. Onirim, bo taki gra ma tytuł, przenosi nas do krainy snu za pomocą kart, skrytych w małym pudełku opatrzonym niewiele mówiącym nam rysunkiem (widocznym na początku tej recenzji). Szczerze mówiąc, stroniłem od tej gry, ponieważ wzięła u mnie górę zasada oceniania książki po okładce – jakże się myliłem!!! Zatem mamy gustowne pudełeczko, które w środku dodatkowo otwiera się zapraszająco na boki, witając nas rozchylonymi ramionami należącymi do koszmarnego cienia. W środku wypraska, karty i… znów cienisty koszmarek (nazwany w poważnym stylu INCUBUSEM), tylko że tym razem z miłej w dotyku i przyjemnie ciężkiej laki.

Po otwarciu wita nas incubus

Naprawdę zacnie się prezentuje (chociaż do ciężkiej matrony, nie znalazłem przeznaczenia tego koszmarka, ale to może być spowodowane tym, że czytam instrukcje bardzo pobieżnie) i przyznać muszę, że pomimo mojej początkowej niechęci do tej gry (której tak naprawdę nie potrafię nijak niczym uzasadnić logicznie), jej odbiór przeze mnie zmienił się niemalże całkowicie w momencie, gdy otwarłem pudełko – tutaj bowiem, kolejny raz byłem niekonsekwentny i oceniałem książkę po okładce… Chociaż w sumie, w zaciszu domostwa i gdy nikt nie patrzy, całkowicie mi było wolno! Karty ładnie wykonane, cieszą oko kolorowymi grafikami, jednakże gdybym się miał do czegoś przyczepić to… do ich trwałości. Ponieważ jest to gra pasjansowa, karty są cały czas w ruchu – przekładane, odrzucane, układane, aż wreszcie – przetasowywane kilkanaście razy na jedną partię, zatem dałbym jakieś plastiki, albo wykończyłbym je lnem (ta druga opcja zachęciłaby wszystkich do zakoszulkowania kart jak najszybciej) dla podniesienia estetyki tych kluczowych i jedynych elementów gry. Poza tym małym mankamentem, do wyglądu gry nie mam żadnych innych zastrzeżeń. Onirim jest kawałem solidnej roboty, który zamknięty w swoim kartonowym pudełeczku tylko czeka aby przenieść nas do krainy snu.

Ot i całe zło – selfie z wakacji

Zatem z czym przyjdzie się nam zmierzyć? W Onirim  zostajemy uwięzieni w labiryncie snów, z którego musimy się wydostać przed wyczerpaniem talii. Zasady są banalne, a dodatkowo nie jest ich dużo, zatem opanowanie umiejętności poruszania się w świecie Onirim przyjdzie nam szybko i przyjemnie, co jest dodatkowym atutem dla nowicjuszy w świecie gier. Naszą misją jest uzbieranie ośmiu kart drzwi, które sprawią że wyjdziemy ze snu, w którym jesteśmy uwięzieni. Żeby to zrobić, musimy układać karty labiryntu, dobierając je kolorem i różnymi względem siebie znakami, a gdy ułożymy trzy obok siebie – mamy drzwi w danym kolorze. Czy to nie jest proste?! Jednak gdy coś wydaje się zbyt łatwe, z reguły zawiera jakiś haczyk, zatem w tej grze będą nim same sny, a właściwie koszmary, które zrobią wszystko, by utrudnić nam wyjście z labiryntu sennych marzeń. Gdy wyciągniemy kartę sennego koszmaru, jesteśmy zmuszeni do podjęcia jednej trudnej decyzji – czy zamknąć jedne z otwartych już przez nas drzwi? Może oddać kartę z kluczem którą mam na ręce? A może odrzucić wszystkie karty z ręki, lub pięć nieznanych mi kart pociągniętych z talii? Jak widać, opcje które mamy po trafieniu na senny koszmar, otwierają przed nami perspektywy pozbycia się kart, a tych mamy ograniczoną liczbę i nie możemy pozwolić by spadła ona do zera, ponieważ zwyczajnie kończymy wtedy grę, jako zagubieni we śnie…

Praecepta de ludo – Zasady gry -Nie Odwracaj Się Za Siebie!

Zasady gry są BANALNE! Na ręce mamy pięć kart, z których możemy:

  • dołożyć jedną do Labiryntu Snów – należy wykładać karty podobnie jak w pasjansie, z tą tylko różnicą że w poziomie, pamiętając przy tym, że karty o dwóch takich samych SYMBOLACH nie mogą być obok siebie (karty w tym samym kolorze mogą)
  • odrzucić jedną kartę z dłoni pociągnąć ze stosu snów nową
  • poświęcić i odrzucić z ręki kartę z symbolem klucza, aby podejrzeć pięć pierwszych kart ze stosu, ustawić je w wybranej przez nas kolejności, a jedną z nich odrzucić na stos kart odrzuconych

    Kolorowe karty, w pudełeczku noszę…

Jeśli odsłonimy kartę drzwi, a mamy na ręce kartę w takim samym kolorze i z symbolem klucza, możemy ją odrzucić w zamian za otwarcie wylosowanych drzwi.

Jeżeli wyciągniemy kartę sennego koszmaru, mamy do dyspozycji następujące opcje:

  • odrzucić wszystkie karty z ręki
  • odrzucić pięć pierwszych kart z góry talii snów
  • zamknąć jedne otwarte wcześniej drzwi (następnie włożenie karty do talii i przetasowanie stosu)
  • odrzucić na stos kart odrzuconych kartę z symbolem klucza

Drzwi również możemy otworzyć, wykładając w labiryncie snów trzy karty w takim samym kolorze.A gdy już wszystkie osiem kart drzwi zostaną otwarte – wygrywamy!

Nimi możemy zwiać z krainy koszmarów…

Niby wydaje się proste, lecz nie jest… Wydaje się też nudne i bez fajerwerku – zapewniam Was że jest inaczej !!! Gra jest jak najbardziej ekscytująca, emocjonująca i potrafiąca przykuć do siebie na wiele partii. Może nie jest typem gry w którą gra się godzinami (ponieważ na przykład ja, mając kilka godzin na samotną rozgrywkę, wybrałbym Hornet Leader’a albo Robinsona, że o Mage Knight nie wspomnę) , ale mając wolne dziesięć minut i umysł pragnący się rozluźnić, zawsze chętnie sięgam po to pudełeczko i funduję sobie szybką partyjkę biegania po krainie snów. Jakby tego było za mało, opakowanie (przynajmniej to które ja mam, wydane przez Z-MAN) kryje w sobie osiem dodatków, którymi można sobie urozmaicić rozgrywkę, a gdyby i tego było mało to jest też wariant dwuosobowy, jednak nie dane mi było go wypróbować, ponieważ gdy tylko mamy z żoną czas na granie, na stole lądują cięższe pozycje – poza tym, traktuję Onirim jako pewien rodzaj solowego rytuału (podobnie jest z sudoku i kakuro – rozwiązuje je sam i TYLKO SAM!). Co o dodatkach mogę napisać to to, że naprawdę rozszerzają zakres oferowanej przez tę pozycję rozrywki i miło jest dostać w pudełku oprócz gry, tyle dodatkowych opcji zabawy. Mamy np. wariant z kartami celów, gdzie trzeba otwierać drzwi w ustalonej wcześniej kolejności, a w osiągnięciu zwycięstwa, pomagają nam zaklęcia (dodatkowo w dwóch stopniach trudności), lub wariant z Wieżami Snów, które trzeba ułożyć w kombinacji różnokolorowej (oczywiście oprócz tego, trzeba otwierać drzwi, jak w normalnym wariancie gry)… Jednym słowem – zabawy co niemiara!

Summa – Podsumowanie

Tak wygląda partia po dziesięciu minutach gry – prawie koniec

Recenzja krótka jak sama gra (miejmy nadzieję, że równie dobra), lecz postarałem się zawrzeć w niej wszystko, co może was zachęcić do kupna tej ciekawej pozycji. Świetna na kilka wolnych minut z którymi nie macie co zrobić, zasady banalne i wpadają do głowy już za pierwszym razem, zatem gdy tylko potrzebujecie czegoś co wypełni lukę w waszych terminarzach i przy okazji będzie miało działanie odstresowująco – terapeutyczne (chyba że tak jak ja, będziecie mieli przyjemność otwarcia sześciu drzwi w jednej trzeciej talii, a następnie zwariujecie próbując otworzyć resztę z mizernym skutkiem). Tak czy owak – gra idealna na prezent jeśli macie jakiegoś samotnika w towarzystwie, albo zwyczajnie chcecie żeby ktoś na kwadrans się zamknął… Może to też być wymowny prezent na zakończenie związku (jako uspokajacz, możecie powiedzieć że póki co, czas na tryb solowy, ale jakby co to jest też wersja na dwie osoby, więc nigdy nic nie wiadomo) … Gra dla jednej osoby – czy nie jestem okrutny? A tak całkiem poważnie to kupcie bo warto i ani przez sekundę nie będzie Wam żal wydanych pieniędzy!

A tak wygląda początek każdej rozgrywki…

Ze swojej strony dodam jeszcze, że jest wersja elektroniczna w sklepie Google Play Store (link na dole, jak już przebrniecie przez resztę recenzji) – podstawka jest darmowa (a przynajmniej była w czasie gdy ją instalowałem), natomiast jeżeli będziecie chcieli posiadać dodatki, trzeba zapłacić, niemniej jednak sama możliwość wypróbowania gry za darmo to już wystarczająco dużo. Zobaczycie, że wkręcicie się jak ja i kupicie też ‘namacalną’ wersję! Zresztą, o ile dobrze pamiętam, Andy Garcia z Dice Tower, uważa Onirim za jedną z dziesięciu najlepszych gier solo jakie ujrzały światło dzienne, a taka rekomendacja to już nie byle co!

Ach i byłbym jeszcze zapomniał – jest jeszcze kolejna gra w świecie Onirim, a nazywa się SYLVION i polega na obronie lasu przed ognikami, które chcą go spalić. Kupię i zrecenzuję dla was, bo niezmiernie podoba mi się Onirim. No chyba że żona mi kupi i wręczy jako wymowny prezent gdy już osiągnie planszówkowe apogeum wytrzymałości psychicznej… Tylko nie wiem czy ten cały Sylvion ma tryb na dwóch graczy … 🙂

Ultima iudicium – Ostateczna ocena

Plusy:

  • Bardzo łatwe do opanowania zasady 
  • Partia zajmuje mniej niż dziesięć minut
  • Mimo banalnych zasad, gra się nie nudzi ani trochę i świetnie wypełnia czas
  • Kupując grę, mamy też dodatki

Minusy:

  • Czasami można wpaść w taki ciąg gry, że trudno się oderwać (czy to wada?)

      Grę oceniam  – 8/10 (ocena gry solo w mojej opinii opiera się na odrobinę innych kryteriach, zatem 8 na 10 to naprawdę wysoki wynik)

ONIRIM (2014) – Garść Informacji

   Autor: Shadi Torbey
   Artysta: Philippe GuérinÉlise Plessis
   Ilość Graczy: 1 (z opcją na 2 osoby)
   Wiek minimalny: 10+  ( próg wiekowy jest bardzo zawyżony, 7 lat wystarczy spokojnie, żeby dziecko zrozumiało i się wciągnęło)
   Czas rozgrywki: ok 10 minut
   Wydawca: Filosofia ÉditionsHobby JapanPegasus SpieleZ-Man Games, Inc., Lacerta

Przydatne linki:
Instrukcja pl do pobrania/druku,
Instrukcja dodatków do pobrania/druku
Strona gry na serwisie BoardGameGeek.com,
Tutaj kupisz w dobrej cenie – wyszukiwarka gier I-Szop.pl,
Onirim na Google Play do zainstalowania na urządzeniu mobilnym

 

Serdecznie dziękuję za Wasz czas poświęcony na przeczytanie mojej recenzji.

Pozdrawiam

Sławek

 

  • Share

0 Comments

Leave a comment

Your email address will not be published.