Kingsburg – Kościany budowlaniec (nie mylić z kostnym ani ze skostniałym) królewskich włości.

Posted on
Kingsburg - Król we własnej osobie

Alea iacta est – kostka została rzucona – nie pierwsza i nie ostatnia…

Ostatnio moja żona miała dosyć długich gier i powiedziała – Zagrajmy dzisiaj w coś szybkiego i prostego.  Gdy zapytałem w co, padła odpowiedź – KINGSBURG. Ponieważ jestem typowym facetem, który przechowuje informacje głównie w pamięci krótkotrwałej, a także dlatego że od czasu ostatniej rozgrywki w tę grę, przyswoiłem kilkanaście innych instrukcji (jeśli nie kilkadziesiąt), zatem zasady zdążyły mi wywietrzeć z głowy. Jednak w mojej pamięci trwała jedna myśl – przecież Kingsburg nie jest szybką grą. Owszem, nie jest to Through The Ages, ale trzeba spędzić nad planszą co najmniej godzinę, więc ZA CHINY LUDOWE KINGSBURG NIE JEST GRĄ KRÓTKĄ. Ponieważ jestem perfidny, a krótkie gry mnie drażnią i pozostawiają z niedosytem rozrywki, uśmiechnąłem się do siebie w myślach, sięgając po instrukcję i zacząłem ją wertować przygotowując się na wieczorną rozgrywkę z moją połowicą.

Plansza czytelna jak diabli !
Plansza czytelna jak diabli !

Jest wiele typów gier, w które można grać, a Kingsburg to połączenie dwóch skrajnych obozów. Gry Euro, uwielbiane przez ludzi planujących i zmierzających do celu, polegają na zajmowaniu meeplami (czy pionkami innej maści) pól akcji, które dają różne dobrodziejstwa z nimi związane. Gry Kościane, jak sama nazwa wskazuje, są losowe do bólu i sukces w nich zależy od oczek jakie uzyskamy na kościach wyrzuconych przez nas w naszej turze. To tak w skrócie dla laików, którzy są w tematach planszówkowych zupełnie nowi. Kingsburg jest połączeniem tych dwóch typów gier, co sprawia że o planowaniu przyszłych posunięć w większości przypadków możemy spokojnie zapomnieć. Jednocześnie staramy się wszystko układać i rozwijać, a kości padają jak chcą, raz udaremniając nasze próby ogarnięcia chaosu wywołanego losowością, a raz obdarowując nas bardziej niż się spodziewaliśmy. Do teraz czasami staje mi w gardle gula goryczy na myśl o tym jak podczas kampanii w Hornet Leader’a, kilka niefortunnych rzutów kością, pozbawiło mnie na dobre bardzo dobrych maszyn z doświadczonymi pilotami, a akcje ratunkowe spełzły na niczym (również dzięki niefortunnym wynikom na kościach).

Fortuna caeca est – Los jest ślepy – Zwłaszcza w przypadku gier turlanych…

Gry z kostkami mają tę wadę, że czasami od jednego kaprysu grawitacji wpływającej na ich lądowanie, może zależeć nasze zwycięstwo lub porażka. Możemy wtedy być dla siebie bardziej wyrozumiali, ponieważ ‘to nie ja tylko kostki do tego doprowadziły’. Z kolei kiedy szala zwycięstwa zależy całkowicie od nas i naszych poczynań, w przypadku niepowodzenia możemy być sami na siebie źli jeżeli przegramy (ewentualnie możemy obwiniać współgraczy), co sprawia że gry euro również mogą powodować frustrację. Teraz połączmy dwa te rodzaje gry i mamy Kingsburga, czyli grę a la kościane-euro i to w klimacie średniowiecznego fantasy. W krainie Kingsburg, panuje król który ma wolny wakat na miejsce budowniczego na krańcu krańca swoich włości. Szuka kogoś, kto pojedzie na ten wygwizdów i zbuduje mu to i owo, rokrocznie odpierając ataki zdziczałych hord najeźdźców… Brzmi zachęcająco, prawda? Zostaliście wytypowani na chlubne stanowisko budowniczych i zarządców tych ekhm… terenów i macie w ciągu pięciu lat wycisnąć z każdego źdźbła trawy złoto, a każdy kamień zamienić w średniowieczny drapacz chmur (najlepiej również przynoszący dochód). Zatem trzeba spiąć poślady i wziąć się do roboty, bo nikt za nas tego nie zrobi, a po pięciu latach król chce zobaczyć wyniki (podejrzewam, że lepszego z Was czeka chwała, a gorszego… fosa wypełniona… czymś lepkim, nieprzyjemnym i od czasu do czasu wydającym odgłosy w stylu – BLURP) i lepiej żeby były zadowalające.

Kości, kości… KOŚCI!!!

Co mogę powiedzieć o jakości gry, to to, że jest wykonana bardzo ładnie i starannie. Pudełko mieści wszystko należycie i nie trzeba nic upychać na siłę. Jest to gra wydana przez Fantasy Flight Games, zatem to prawie majstersztyk (na to miano zasłużyły u mnie wydawnictwa Flying Frog Productions oraz Cool Minis Or Not, ale to kwestia gustu, więc podkreślam kolejny raz, że to moja opinia), zawierający karty z lnianym wykończeniem, tą samą techniką drukowaną planszę i znaczniki, więc nie ma się do czego przyczepić. Posiadam wydanie pierwsze (z 2007 roku) i jestem z niego bardzo zadowolony tj. szata graficzna jest bez zarzutu – bardzo klimatyczna i przejrzysta dla wszystkich graczy, a zarazem zaprojektowana intuicyjnie pod każdym względem. Wszystkie informacje jakie nam są potrzebne do gry, znajdziemy na planszy, zatem po zapoznaniu się z instrukcją i przejściu przez pierwszy rok rozgrywki, jesteśmy zaznajomieni z grą na tyle, że nie potrzebujemy już pomocy w tej formie. Oczywiście same reguły gry są napisane bardzo przejrzyście i okraszone są wieloma przykładami, zatem jeżeli język angielski nie stanowi dla nas wyzwania (albo mamy na tyle zaparcia, by tłumaczyć sobie wszystko), czytanie instrukcji nie będzie męczące i dostarczy wyczerpujących informacji.

W pudełku znajdziemy, tak jak pisałem wyżej: planszę, karty najeźdźców, instrukcję, a także drewniane znaczniki do określania punktacji i czasu, znaczniki graczy do zaznaczania które budowle zostały przez nich postawione, oraz plansze włości na których wznoszą swoje budynki. Oprócz tego jest jeszcze FURA KOLOROWYCH KOSTEK (może nie fura, ale jest ich piętnaście w kolorach poszczególnych uczestników gry – po trzy na każdego, a także sześć białych, stanowiących kości pomocnicze, które gracze dostają dodatkowo w niektórych wypadkach, ale o tym później), wesoło obijających się między sobą w plastikowych woreczkach.

Praecepta de ludo – Zasady gry – Tocz kości a będzie Ci dane…

Wiemy już co jest naszym celem, przydałoby się dowiedzieć jak funkcjonuje gra w której mamy przecież dążyć do zwycięstwa… Zatem każdy rok jest podzielony na cztery pory, w czym trzy z nich to tzw. pory produkcyjne, a jedna to pora walki z najeźdźcami próbującymi nas ograbić, zabić, czy jeszcze coś innego co wpadnie im do głowy, ale możecie być pewni że nie będzie to herbatka i ciasteczka przy świecach. Każdy z graczy ma przed sobą planszę włości, swoje znaczniki i trzy kości w swoim kolorze. Na samym początku wyznacza się  gracza najsłabszego (ma najmniej budowli) i ta osoba dostaje na porę wiosenną dodatkową kość do swojej puli (podczas pierwszej rundy lub remisu, kości nie dostaje nikt). Następnie przechodzimy do rzucania i określamy kolejność – ten kto ma najmniej oczek jest pierwszy, a ten kto najwięcej uplasuje się na końcu – analogicznie ustawiają się inni gracze z wynikami pomiędzy tymi dwoma wymienionymi przed chwilą. Kości od momentu rzutu o kolejność nie przerzuca się i na podstawie tego co mamy, wybieramy jakie pola obstawić.

Gra w pełnej gotowości bojowej

Możemy obstawić pola na których widnieją numery zgodne z pojedynczymi kośćmi, lub sumą posiadanych kości (mając 6,6,6 na kościach możemy zająć pole 6 i 12 albo tylko pole 18). Nie można zajmować innych pól niż sugerowane przez kościane wyniki, zatem trzeba patrzeć na wyniki innych graczy, bo mogą nas nieźle przyblokować i nie będziemy mieli surowców na fazę budowania (piszę przyblokować, ponieważ nie wolno stawiać naszych kostek na polach już zajętych przez jakiekolwiek kości, bez względu na to czy są nasze czy należą do innego gracza). Kiedy już umieścimy nasze kości na wizerunkach doradców dających nam różne materiały budowlane i innego rodzaju profity (tj. zwiększenie siły armii, punkty zwycięstwa, żeton dodatkowych dwóch oczek dodawany do wyniku rzutu kośćmi, czy możliwość podejrzenia karty najbliższych najeźdźców mających nawiedzić nasze ziemie), a także inni wyczerpią możliwości związane z rozmieszczaniem swoich sześcianów na polach doradców, następuje faza realizacji korzyści z pól. Pobieramy dobra, a kolejną rzeczą jaką przyjdzie nam robić jest zabudowa naszych (królewskich) włości. Na planszetce gracza są wypisane budynki, ich ceny i to co zbudowanie ich przyniesie nam samym, czyli np. dodatkowe punkty prestiżu, siły, surowce czy dodatkowa kość do rzucania itp. Poza paroma wyjątkami, wolno nam tylko raz budować podczas każdej pory roku, więc jak nie trudno się domyślić, wzniesiemy maksymalnie piętnaście budynków na całą grę (i to przy dużym szczęściu w kościach). Po fazie budowania, następuje rzucanie kośćmi i analogicznie rozgrywana jest następna pora roku. Pomiędzy wszystkimi porami roku, po fazie budowy następuje jakieś zdarzenie: zima-wiosna – gracz z najmniejszą liczbą budynków dostaje dodatkową kostkę na czas wiosny; wiosna-lato – gracz z największą liczbą budynków otrzymuje punkt zwycięstwa; lato-jesień – gracz z najmniejszą liczbą budynków dostaje królewskiego pomocnika na czas jesieni; jesień-zima – wszyscy gracze mogą rekrutować wojsko za dwa surowce sztuka. Królewski pomocnik oferuje jedną z dwóch korzyści tj. – możliwość postawienia jednorazowo kości na zajętym przez inne kostki polu, lub budowa dwóch budynków w jesiennej turze. Po przejściu przez początkowe trzy pory roku i zaliczeniu wszystkich wyżej wymienionych punktów znajdujących się pomiędzy nimi, następuje faza najeźdźców. Naszym zadaniem jest pokonanie ich i wysłanie do piekła, przy okazji ograbiając ich z surowców. Gdy nie uda nam się odeprzeć agresji, to my jesteśmy okradani z surowców, punktów lub, co gorsza z budynków! Zatem dobrze jest zbierać punkty siły, ponieważ jak to mawia reżim północnokoreański – lepiej mieć duuuużo wojska, niż go nie mieć… Jak wygląda atak zimowy? Gdy tylko nadchodzi zima, jest odsłaniana karta o danej sile (kart jest więcej i tasuje się je wcześniej, zatem nigdy nie wiemy z czym nam wypadnie się mierzyć), pierwszy gracz rzuca białą kostką – posiłki o danej wartości przysyła nam król, a naszym zadaniem jest zsumować liczbę naszej siły z liczbą oferowaną przez nasze budynki, oraz tym co przysłał nasz miłościwy władca. Jeśli mamy więcej, wygrywamy i dostajemy nagrodę, jeżeli przegramy, karta pokazuje nam co zostało skradzione, a w przypadku remisu…. pozostaje nam cieszyć się że nie było gorzej i odejść z niczym.

 

Plany Budowy/Planszetki graczy

Po fazie zimy, przesuwamy znacznik na rok następny, określamy gracza który ma najmniej budynków (dostaje białą kość na wiosnę) i rozgrywamy wszystkie pory roku jeszcze raz w ten sam sposób. Oczywiście jak zwykle, moje przedstawienie zasad jest chaotyczne, ale zapewniam że w rzeczywistości, gdy już się siedzi przed planszą, wszystko staje się nagle jasne ( jak to, że chilli włożone do ust jest ostre). Na jednym ze zdjęć przedstawiam widok planszy ze wszystkimi szczegółami, a na innym, planszetkę włości na której wznoszone są nasze budowle. Mamy wybór czterech rodzajów budowli – religijne, kupieckie, militarne i… miejskie (bo jak inaczej nazwać budowle – ratusz oraz ambasadę)? Każdy z nich oferuje pięć typów budynków które muszą być kupowane stopniowo tj. nie kupimy budynku drugiego typu nie posiadając uprzednio budynku pierwszego typu. Wszystkie oferują dobra z naciskiem na swoją przynależność, zatem trzeba rozważnie planować jaką ścieżkę wybieramy, żebyśmy nie utknęli w tym całym budowaniu (niczym nasi wspaniali budowniczy autostrad w Polsce).

Cała rozgrywka trwa ok godziny do półtorej (w zależności czy mamy do czynienia z graczami-myślicielami czy z wyjadaczami  wiedzącymi co i kiedy sobie pobudować), a w skrajnych wypadkach, kiedy są sami nowicjusze możecie osiągnąć czas dwóch godzin, ale to tylko dla tego że będziecie kontemplować każdą budowlę na Waszej planszetce, każde pole na planszy, a także grać z instrukcją w ręce (jest też opcja dziesięciogodzinna polegająca na wrzuceniu wszystkiego z instrukcji do Google Translatora i próby zrozumienia wyniku tłumaczenia, ale to tylko wtedy gdy nie mówicie po angielsku).

Summa – Podsumowanie

Gdybym miał opisać tę grę w kilku słowach to napisałbym że jest bardzo… fajna? Gra się w nią przyjemnie i idzie krok za krokiem do przodu, jednak … no właśnie… sam nie wiem co sprawia że mam po rozgrywce pewien niedosyt. Może to z powodu małego wyzwania stawianego przez najeźdźców, a może brak militarnej agresji pomiędzy graczami mnie mierzi. Tak czy siak mam w sobie pewną obojętność po skończeniu gry w Kingsburg. Może dałbym więcej inwazji, albo jakieś zdarzenia losowe, które sprawiałyby że coś by się działo także w trakcie roku a nie jedynie pod koniec. Pomimo tego niedosytu, oceniam Kingsburg wysoko, ponieważ jest bardzo dobrą grą (w chwili pisania recenzji ma 7,2 na BGG), docenianą i uwielbianą przez wiele osób na całym świecie. Jeżeli szukacie kościanej gry rodzinnej, lub chcecie się rozerwać ze znajomymi turlając kości przy lżejszym tytule – JEST TO GRA DLA WAS. Jeśli natomiast chcecie stawiać czoła najeźdźcom, hordom nieumarłych i przy tym wdawać się w potyczki z innymi graczami, będziecie musieli poszukać jakiegoś innego tytułu, bo jedynym militarnym potencjałem jaki tkwi w tej grze jest możliwość rzucenia w kogoś kośćmi i przyrżnięcie mu planszetką (dobrze by było gdyby jeszcze była zalaminowana i z ostrymi krawędziami) w oko.

Ultima iudicium – Ostateczna ocena

Plusy:

  • Łatwe do opanowania zasady 
  • Jedyna negatywna interakcja objawia się przy zajmowaniu czyjegoś pola 
  • Kostki, kostki i JESZCZE RAZ KOSTKI
  • Dobrze się skaluje w małym i dużym gronie

Minusy:

  • Przydałoby się więcej walk z najeźdźcami, żeby klimat budowania miasta na granicy królestwa był bardziej realistyczny 
  • Niby mamy dużo kombinacji najeżdżających nas, ale nie są specjalnie trudni do pokonania (chyba że zastosuje się wariant bez pomocy królewskiej kości)
  • Kostki, kostki i JESZCZE RAZ KOSTKI

      Grę oceniam  – 8/10

KINGSBURG (2007) – Garść Informacji

   Autor: Andrea ChiarvesioLuca Iennaco
   Artysta: Mad4GameStyle
  Ilość Graczy: 2-5
  Wiek minimalny: 13+  (mocno zawyżona poprzeczka – przecież turlać kośćmi umie każdy – jak dla mnie spokojnie mając 10 lat można w to grać)
  Czas rozgrywki: ok 90 minut
  Wydawca: Stratelibri, Fantasy Flight Games
  Wydawca w Polsce:

Przydatne linki:
Instrukcja do pobrania/druku,
Strona gry na serwisie BoardGameGeek.com,
Tutaj kupisz w dobrej cenie – wyszukiwarka gier I-Szop.pl,

 

Serdecznie dziękuję za Wasz czas poświęcony na przeczytanie mojej recenzji.

Pozdrawiam

Sławek

 

 

0 Comments

Leave a comment

Your email address will not be published.