Colt Express – Gdy Znajomi i Rodzina Cię Wkurzają, Czas Najwyższy Sięgnąć Po Broń i Napaść Na Pociąg! ! !

Posted on

 

Jedyne zachowane zdjęcie egzemplarza gry z XIX wieku

Zapewne każdy z nas, bawił się w dzieciństwie w policjantów i złodziei lub kowbojów i indian. Oczywiście każdy też zapewne miał ‘bazę’, czyli dziecięce centrum dowodzenia rozrywką, gdzie lądowały wszystkie skarby, jakie udało się zgromadzić podczas całodniowego włóczenia się gdzie tylko popadnie. Nasza baza służyła także jako bank, dyliżans lub statek kosmiczny na który mogliśmy napadać (co czyniliśmy z wielkim zapałem, nierzadko przypłacając nasze akcje kolejnymi bliznami, traktowanymi jak medale w świecie dzieciaków).

Gdy w moje ręce wpadł Colt Express, zaświeciły mi się oczy, ponieważ oto nadszedł czas, gdy będąc już dorosłym chłopem, będzie mi dane NAPAŚĆ NA POCIĄG! Nabywając grę, dostajemy całą masę fajowych rzeczy – począwszy na samym pociągu (który trzeba złożyć  wagon po wagonie), kaktusach i elementach krajobrazu, kowbojach, skarbach, aż na kartach z fenomenalnymi grafikami kończąc. Graficznie (ponieważ z tym nam przyjdzie się zaznajomić na samym początku) jest świetnie i nie mógłbym sobie wyobrazić lepiej wykonanej gry. Humorystyczny klimat grafik, nadaje jej luźny charakter, co sprawia że z łatwością przyjdzie nam sięgać po tę pozycję na wszelakich imprezach, czy w gronie planszówkowych świeżaków. Wypraska mieści wszystkie wagony i elementy w taki sposób, że nie trzeba ich rozkładać i składać za każdym razem gdy przyjdzie nam grać, co jest ogromnym plusem!

Na górze zbir, na dole zbir… Jak w naszym rządzie 😀

Zasady gry w Colt Express są proste i z łatwością przypadną do gustu nawet najbardziej opornym na przyjmowanie instrukcyjnych nowości graczom. W skrócie opiszę je tak – złap złoto w garść, postrzel i okradnij wszystkich wokół Ciebie i spierniczaj przed szeryfem! Odrobinę niekulturalnie, ale tak bym to określił najprościej i najtrafniej, a należy pamiętać, że kowboje raczej nie byli dworzanami na zamku Ludwika XIV, więc mój język nie odbiegł zbytnio od tego jak mówili (poczekajcie na recenzję Le Havre i słownictwo marynarzy), chociaż jak sobie z drugiej strony pomyślę, to nie słyszałem żeby w jakimkolwiek westernie, kowboje krzyczeli ‘spierniczamy!’. Jest tu negatywna interakcja, jednak cały klimat gry jest tak humorystycznie oddany, że nawet stając się czyjąś ofiarą, nie jesteśmy zdenerwowani tym faktem, a jedynie rozbawieni tym co zaszło w danej rundzie (dotyczy to 99 procentów normalnych graczy.  1 pozostały procent to ludzie, którzy myślą że gry planszowe oddają ich prawdziwe życie i przeżywają każdą porażkę z wirtualnego świata na równi z tym prawdziwym – ale przeważnie ta grupa ludzi robi to w odosobnieniu szpitali psychiatrycznych, gdzie podają się za cylinder albo statek z gry Monopoly, więc nie macie się czym przejmować).

Gra polega na tym, że każdy z graczy wybiera sobie swojego antybohatera i za jego pomocą stara się ukraść jak najwięcej pieniędzy z pociągu. Jednocześnie inni gracze maja taki sam cel gry, a w dodatku w pociągu na który napadamy, znajduje się szeryf, który oczywiście będzie się starał przeszkodzić wszystkim. Dobra wiadomość jest taka, że stróż prawa ma przy sobie walizkę z niezłą sumką pieniędzy i jeżeli uda się go od nich odciągnąć, ktoś może całkiem nieźle się wzbogacić. Jednak pamiętajmy że to nie jest zabawa zespołowa (z wyjątkiem gry na dwie osoby), a pojedynczy i brutalny napad rabunkowy, który na swoje nieszczęście wydarzył się cztery razy tego samego dnia, w tym samym czasie i pociągu, zatem polecam – MIEĆ OCZY SZEROKO OTWARTE I STRZELAĆ DO WSZYSTKIEGO CO SIĘ RUSZA (zanim to coś strzeli do nas – byłoby najlepszą opcją)!!!

Beatus, qui tenet – Szczęśliwy, kto posiada – Na przykład złoto przeciwnika…

Wypraska idealna

Zatem, mamy pociąg, a w jego przedziałach spoczywają łupy (symbolizujące posiadane pieniądze i kosztowności przez pasażerów pociągu), bandytów wraz z szeryfem, rozstawionych w wagonach i lokomotywie, po sześć nabojów w rewolwerze każdego z oprychów (czyli nas), oraz talie kart stacji i graczy. W grze chodzi o to,aby tak rozplanować nasze ruchy, żeby żaden ze współgraczy nie zdążył okraść wagonu szybciej niż my, a także by dostać jak najmniejszą liczbę kul i nie dać się znokautować – to ostatnie wiąże się z utratą jednego z naszych łupów, zatem trzeba za wszelką cenę wystrzegać się dostania ciosu od innego gracza. Obok pociągu jest plan podróży uwzględniający ile ruchów w każdej turze będzie miał każdy z graczy, zanim ta zakończy się i wszyscy przejdą ‘od słów do czynów’, czyli do wykonywania zaplanowanych wcześniej czynności. Ta część jest najzabawniejsza, bo o ile wiemy co chcemy wykonać to już wprowadzenie tego w czyn może mijać się w niektórych sytuacjach z rzeczywistością, jaką zafundują nam inni gracze podczas próby wykonywania swoich akcji. Czyli może dojść do sytuacji, gdzie będziemy na przykład chcieli podnieść skarb, potem oddać strzał do któregoś z innych graczy, a na końcu zejść na dół… W rzeczywistości jednak, tuż po tym jak podnieśliśmy nasz łup, jeden z graczy nas ogłuszy i utracimy to co podnieśliśmy, a w dodatku nie będziemy mieli do kogo strzelić, bo wszyscy gracze będą w dolnych częściach wagonów, aż wreszcie na samym końcu, zejdziemy na dół, gdzie okaże się że właśnie przebywa tam szeryf, więc na domiar złego, dostaniemy od niego kulkę i będziemy zmuszeni… do ucieczki na dach…

Napad w toku…

Trąci mi to trochę filmami z Różową Panterą, gdzie główny bohater stanowił największe zagrożenie nie dla złoczyńców, lecz dla samego siebie i otaczającego świata (oczywiście bandyci też dostawali po nosie, ale to było zwieńczeniem nieprawdopodobnych zbiegów okoliczności i pecha głównego bohatera). To właśnie ta cała groteskowość postępującego ciągu przyczynowo-skutkowego jest motorem napędzającym tę grę! To jej czynnik spajający i sprawiający, że po skończonej rozgrywce chce się zacząć jeszcze raz i jeszcze…

Nie ma nic lepszego niż wciągająca gra, której zasady tłumaczymy w kwadrans, a w dodatku kiedy to uczynimy, na żadnej twarzy nie widać oznak trwogi. To cudowne uczucie, gdy wszyscy aż palą się do rozgrywki…i w dodatku wiedzą z grubsza co robić… BEZCENNE!

Praecepta de ludo – Zasady gry – Padnij, Powstań, Strzel i Zwiewaj!

Żeby już nie przedłużać – na starcie, każdy z graczy dysponuje swoją talią kart które umożliwiają wykonanie następujących akcji:

  • Przejście do wagonu obok (lub, jeżeli znajdujemy się na dachu, możemy przemieścić się aż o trzy pola) – nasz bohater przemieści się w pociągu poziomo,
  • Wejście/zejście z dachu – to samo co powyżej, jednak przemieszczamy się pionowo,
  • Strzał – strzelamy do innego bandyty ale tylko wtedy, gdy znajduje się on w wagonie obok, lub – w przypadku strzału oddawanego na dachu – na linii ognia,
  • Cios – jak to mówi pewien napakowany testosteronem bohater internetowej kreskówki – wysprzęglamy klientowi – a ponieważ nasze pięści są jak z granitu, uderzony przeciwnik upuszcza jeden ze swoich łupów (który wybieramy my), oraz ląduje w innym wagonie,
  • Rabunek – podnosimy jakiś skarb znajdujący się w wagonie (symbolizuje to posiadany przez pasażerów kapitał, zatem podnosząc woreczek, okradliśmy jakiegoś pasażera – jaki bezduszny ten świat )
  • Szeryf – możemy poruszyć się szeryfem o jedno pole w bok – NIGDY NA GÓRĘ

Oprócz tego, gracze dysponują sześcioma kartami strzału, które podczas akcji wystrzelenia do innego gracza, zaśmiecają talię ofiary. Każdy ma swoją talię, którą przetasowuje, po czym dobiera karty, zatem im więcej strzałów znajduje się w talii, tym mniej możliwości do zrobienia będziemy mieli, a co za tym idzie – stracimy więcej kolejek na dobieranie kart na rękę.

Miałem podobną paczkę w podstawówce

Wybierany jest pierwszy gracz i od niego kolejka będzie się posuwała zgodnie z ruchem wskazówek zegara (chyba że zdarzenie na karcie podróży wskaże odwrotnie). Na starcie każdy z graczy ma 5 kart na ręce (Doc może mieć 7) i w swojej turze może wykonać jedną z dwóch rzeczy:

  • Zagrać kartę z ręki
  • Dobrać trzy karty na rękę

Oczywiście liczba tur w każdej rundzie jest ograniczona, zatem musimy tak planować nasze ruchy, żeby nie obrywać za często, ponieważ talia ‘zapchana’ kartami postrzałów bardzo ogranicza nasze pole działania. No i musimy się jeszcze obłowić!!!

Ostatnią istotną rzeczą w Colt Express, jest szeryf. Na jej początku znajduje się w lokomotywie, jednak w miarę upływu rozgrywki, będzie zajmował inne wagony i rozprawiał się z bandytami. Gdy któryś z graczy znajduje się na tym samym polu co szeryf, automatycznie otrzymuje kartę strzału i ucieka na dach, zatem nie jest to miłe spotkanie które kończy się na pogawędce… Plusem jest to, że SZERYF NIE MOŻE WCHODZIĆ NA DACH, zatem można go przechytrzyć. Można też używać szeryfa by przysporzyć kłopotu innym, zatem możliwości bycia wrednym dla współgraczy są różnorakie.

Po przejechaniu pięciu stacji, które opatrzone są w większości zdarzeniami losowymi (można na przykład cofnąć się na tył pociągu, spaść z dachu do wagonu, polecieć do przodu na skutek hamowania, zdobyć dodatkową gotówkę na skutek paniki innych graczy itp.) podliczane są łupy, przy czym należy jeszcze przyznać tytuł ‘najlepszego strzelca‘, który przypadnie temu, który odda najwięcej strzałów ze swego rewolweru. Najbardziej ‘strzelny’ gracz zostaje uhonorowany słynnym plakatem ‘WANTED‘, który jest wart 1000$, które oczywiście dodaje się do wyniku końcowego.

Summa – Podsumowanie

Pisząc recenzję Colt Express, pomyślałem o tym, jak byłoby pięknie, gdyby odrobinę skomplikować rozgrywkę i… zrobić z niej typowy deck builder… W którym można by kupować lepsze bronie i np. kamizelki kuloodporne, dające nam odporność na postrzał czy dwa…. Albo leczenie postrzałów gorzałką… Oczywiście wtedy gra zmieniłaby się w inny produkt, ale ja lubię komplikować to co jest proste, zatem można się było spodziewać po mnie takiego myślenia.

A tak wygląda zawartość pudełka…

Polecam tę grę wszystkim – rasowym wyjadaczom, wykutym w lochach i jedzącym smoki na śniadanie – jako miłą odskocznię od cięższych tytułów, a niedzielnym i nowym w temacie planszówkowiczom – by jeszcze bardziej wciągnąć się w klimat rozrywki ‘przy stole’. Tej grze nie można nic zarzucić i mówię to z pełnym przekonaniem co do swoich słów – powinna się znaleźć na każdej półce planszomaniaka. Dodatkowym plusem jest brak zależności językowej, zatem możecie w nią grać z osobami nie posługującymi się naszym ojczystym językiem, lub zwyczajnie nabyć tanio wersję obcojęzyczną i spokojnie grać, nie przejmując się niczym. Oczywiście wtedy trzeba wydrukować instrukcję, ale to chyba już najmniejsze zmartwienie.

Ultima iudicium – Ostateczna ocena

Plusy:

  • Łatwe i intuicyjne zasady wspomagane ilustracjami na kartach
  • Negatywna interakcja w niezwykle zabawnym wydaniu
  • Gra rodzinna pełną parą – spodoba się i najmłodszym i starszym członkom rodziny
  • Bardzo dobrze się skaluje w dwie jak i w sześć osób (chociaż w tych dwóch przypadkach gra się w zupełnie inny sposób)

Minusy:

  • Czasami chciałbym większej komplikacji rozgrywki (ale to moja osobista ocena)

      Grę oceniam  – 8,5/10

COLT EXPRESS (2014) – Garść Informacji

   Autor: Christophe Raimbault
   Artysta: Ian ParovelJordi Valbuena
  Ilość Graczy: 2-6
  Wiek minimalny: 10+  (myślę że siedmio-ośmiolatki spokojnie mogą grać)
  Czas rozgrywki: ok 40 minut
  Wydawca: Ludonaute
Przydatne linki:
Instrukcja pl do pobrania/druku,
Strona gry na serwisie BoardGameGeek.com,
Tutaj kupisz w dobrej cenie – wyszukiwarka gier I-Szop.pl,
Plansza z Torami do wydruku

 

Serdecznie dziękuję za Wasz czas poświęcony na przeczytanie mojej recenzji.

Pozdrawiam

Sławek

0 Comments

Leave a comment

Your email address will not be published.