A La Carte – Od kuchni, spojrzenie na grę o kuchni…

Posted on

Bellum omnium contra omnes – Wojna wszystkich przeciw wszystkim – Kucharz kucharzowi wilkiem

Ponieważ z zawodu jestem kucharzem, a gotowanie to – obok gier planszowych i czytania książek* – moja największa pasja, postanowiłem kilka lat temu zobaczyć jak spisze się gra w restauracyjnym klimacie. Oczywiście zdaje sobie sprawę, że to tylko gra i nijak odda atmosferę panującą w kuchni (zwłaszcza krzyków i presji czasu pomieszanych z wszechobecną duchotą, która jest obecna w nawet najlepiej wentylowanej kuchni restauracyjnej), ani nie wywoła stresu związanego z panowaniem nad ośmioma palnikami pracującymi równocześnie, podczas gdy kolejne zamówienia zostają wypluwane z drukarki z szybkością karabinu maszynowego.

Restauracja mieszcząca się w pudełku…

Siedzenie przy stole nad grą nijak się ma do całodniowego wyścigu z czasem – tak tak, każdy dzień to masa rzeczy na głowie, począwszy od sprawdzenia wszystkich produktów, ich smaku, przydatności, kondycji, wyglądu, przyjęciu dostaw, ogarnięciu czego brakuje i co trzeba zrobić (często jest aż nadto roboty bo w dobrych restauracjach ruch jest duży i każdego dnia jest fura rzeczy do zrobienia), tzw. mise en place, aż dochodzimy do otwarcia restauracji i dwie trzecie dnia schodzi na zużywaniu tego co przygotowaliśmy, a często i więcej niż mieliśmy (i trzeba w trakcie serwisu przygotowywać to czego nam brakuje, bo jak to prawo Murphiego mówi – jeśli coś może się wydarzyć, to wydarzy się na pewno – a jeśli masz przygotowane sto porcji czegoś, to sprzedasz tego dwadzieścia, natomiast inny osobnik, który stwierdził że wystarczy mu dwadzieścia, sprzedaje dzisiaj sto pięćdziesiąt i wszyscy się naginają jak sprężynkowe ludziki, bo tu gotują, tam wydają i jeszcze nieszczęśnikowi patrzą w garnki, bo on właśnie musi to mieć gotowe a też swoje wydaje w zupełnie innej części kuchni i gotuje, więc zdanie ‘a ty przecież stoisz tu bliżej więc popatrz mi tu i pomieszaj żeby się nie spaliło‘**  sprawia, że każdy dostaje febry i… najprawdopodobniej ta rzecz się przypali, lub zostanie odstawiona na bok. Ach, byłbym zapomniał, że cały czas przychodzą kelnerzy, którzy nie wiedzieć czemu w chwilach największego ruchu, jakby zapominali wszystkiego o czym z kuchnią rozmawiali (oczywiście zdarzają się wyjątki, ale trafiają się rzadziej niż perły) i zadają te same pytania w kółko i w kółko, a kucharze i tak ich nie słuchają, bo mają ręce pełne roboty. Pot się leje po plecach (i nie tylko, ale o tamtych strefach nie będę wspominał), nogi zaczynają boleć, a tu końca nie widać… Jak coś takiego można oddać grą planszową?

 

To tutaj dzieje się magia

Dobre kilka lat temu, firma Fantasy Flight Games razem z Games Workshop, były chyba najbardziej cenionymi wydawnictwami gier w Polsce (to moja osobista opinia, a ponieważ spędziłem duuużo czasu w kuchni i z nosem w książkach, mogłem nie mieć pełnego osądu sytuacji tamtych czasów… No dobra, były jeszcze KOSMOS i SFERA). Ich produkcje zawsze trafione i wykonane na najwyższym poziomie, bawiły rzesze graczy, a każdy wychodzący z ich stajni produkt był wyczekiwany i wykupywany ze sklepów w bardzo krótkim czasie. Postanowiłem mieć w swojej stajni, grę o restauracji, a jako że takowa była wydana właśnie przez FFG, zakupiłem ją niejako w ciemno, nie wiedząc na co się porywam…

 

Drobno zmielone przyprawy…

Wygląd gry jest jak na FFG przystało, bardzo ładny – wszystkie elementy dopracowane i cieszące oko. W środku mamy małe palniki (do złożenia) na których będziemy gotować, a także żetony dań, cztery przyprawniki wypełnione kryształkami symbolizującymi ingrediencje, znaczniki filiżanek kawy, umywalek, kosza na śmieci, łyżek do gotowania i naleśników… słowem – cud miód i orzeszki.

 

Jak w to się gra? Otóż naszym zadaniem jest zdobywać gwiazdki za ugotowane potrawy, jednocześnie nie przypalając ich, oraz przyprawiając je zgodnie z przepisem. Każdy na początku dostaje patelnie, palnik, filiżankę kawy, stolik na ukończone dania i jeden naleśnik. Na środku stołu ustawione są dania, umywalka, stolik z filiżankami kawy, gwiazdki, przyprawniki i kość mocy palnika. Pierwszy gracz wybiera potrawę do zrobienia, po czym reszta uczestników robi to samo a następnie kładą wybrane dania – stroną przepisu do góry – na swoich patelniach i zaczyna się magia… 

Praecepta de ludo – Zasady gry – Jak nie dać się zjeść

Podczas naszej tury możemy wykonać trzy akcje wybrane z dwóch rodzajów czynności a)przyprawiania lub b) podgrzewania naszego dania. Czyli możemy np. trzy razy przyprawić albo podgrzać danie itd. Gdy wykonamy nasze czynności, następny gracz bierze łyżki symbolizujące akcje i rusza w tan ze swoją potrawą. Akcja podgrzewania polega na rzucie kością, pokazującą na jaką temperaturę nastawić palnik. Ruszamy palnik w górę o tyle pól ile wypadnie na kostce, przy czym palnik nie cofa się, a otrzymując zbyt wysoki wynik, palimy nasze danie i nie zdobywamy za nie punktów. Rzut kością temperatury może również skutkować podkręceniem palników o jeden stopień u wszystkich graczy, więc może być tak, że ktoś niechcący spali dania innych próbując regulować swój palnik. Rzucając kością można też otrzymać filiżankę kawy (o tym do czego służą już za chwilę).

Aż robię się głodny widząc te smakołyki 😀

Palnik jest dobrze ustawiony gdy osiągnie wartość napisaną na przepisie. Gdy przyjdzie nam przyprawiać jedzenia, trzeba zobaczyć jakiego rodzaju przyprawy widnieją w przepisie i teraz następuje zabawa. Zatem trzeba wziąć przyprawnik z właściwą ingrediencją i jednym ruchem obrócić go nad patelnię tak, aby jego wylot znajdował się dokładnie nad jej dnem (równolegle do dna). Wtedy z pojemniczka wypadają przyprawy i… jeśli wypadną trzy lub więcej, danie leci do kosza z powodu zbytniego przyprawienia. Nie wolno potrząsać słoiczkiem nad patelnią, przyprawiać tak żeby był ukośnie do patelni, słowem – musztra pełną parą – liczy się tylko jeden ruch na jedno przyprawienie. Tak robimy aż wszystkie składniki znajdą się na patelni (nie osiągając ani przekraczając trzech tego samego koloru). Przejdźmy zatem do osławionych filiżanek kawy, czyli symbolu przerwy, losowanego za pomocą kości temperatury. Na tyle każdej filiżanki są narysowane symbole tj. punkty zwycięstwa, możliwość zamiany palnika z patelnią i daniem z innym graczem (danie nie może być przypalone, przyprawione za dużo ani nie może to być naleśnik), dodatkowe trzy akcje w danej turze, przyprawienie czyjegoś dania (takie małe świństewko nie tolerowane w żadnej kuchni na świecie – kucharz przyłapany na takiej akcji, ma przechlapane po całości), lub zmniejszenie temperatury na palniku (można w ten sposób uratować swoje spalone danie). Filiżanki możemy wykorzystywać w naszej turze, nie licząc ich jako akcję. Po użyciu bonusu, trafia ona na miejsce dla zużytych filiżanek.

 

Przepisy (proszę nie kopiować) w pełnej krasie

Gdy na naszej patelni widnieją przyprawy odpowiadające tym z przepisu, a palnik ustawiony jest na właściwą temperaturę, danie uznane jest za skończone i zostaje zatrzymane przez gracza który je gotował. Przyprawy lądują do umywalki, palnik jest zerowany, a gracz wybiera następne danie, z jednym tylko warunkiem – nie może to być danie takiego samego koloru jak którekolwiek z jego ukończonych posiłków. Jeżeli danie jest przyrządzone z dokładnie takiej jak na przepisie liczby składników, wtedy gracz otrzymuje za nie gwiazdkę (oczywiście nie dostaje się gwiazdki za potrawy nie wymagające przyprawiania).  Każde spalone albo przyprawione za dużo, danie ląduje w koszu a gracz dobiera nowe i zaczyna od nowa gotowanie.

Chicken Nuggets?

 

Naleśniki – potrawa którą każdy gracz może przyrządzić tylko raz – ich przyrządzenie wygląda w ten sposób: podczas swojej tury, gracz kładzie naleśnika na patelnię stroną przepisu do góry, a następnie tura uznawana jest za skończoną. Podczas następnej tury, rzuca kością temperatury (pierwsza akcja) po czym ma dwie próby aby podrzucić naleśnik na patelni tak, żeby spadł na drugą stronę na patelnię. Jeżeli dwie próby się nie powiodą, następuje koniec tury i inni gotują swoje dania. Gdy znowu nadejdzie nasza kolej, ponownie rzucamy kością i mamy dwie próby na zrobienie naleśnika, a jeśli kolejny raz nam nie wyjdzie, cała zabawa powtarza się do momentu aż naleśnik nam wyjdzie, albo go spalimy i wyląduje w koszu…

Gra dobiega końca gdy ktoś  zrobi pięć dań, lub otrzyma trzy gwiazdki. Istnieje również opcja końca w momencie braku dań do zrobienia (gdy zbyt duża ich ilość wyląduje w koszu). Wtedy podliczane są punkty. Jeżeli komuś udało się zdobyć trzy gwiazdki, automatycznie wygrywa bez względu na ilość punktów pozostałych graczy.

 

Ktoś poświęcił się (lub kogoś) śmiertelnie aby przyrządzić to danie…

Moje zdanie o tej grze jest bardzo podzielone. Z jednej strony fajny temat, jednak ugryziony zupełnie od niewłaściwej strony. Niby gotowanie, ale brakuje mi klimatu, presji czy po prostu duszy kuchni… Jest napisane że gra jest od lat czternastu, chociaż podczas rozgrywki odnosiłem wrażenie że to zabawa dla siedmiolatków, ponieważ nie ma w niej nic absolutnie trudnego (największa trudność według mnie to przewracanie naleśnika). Wystarczy znać kolory, liczby oraz mieć sprawną rękę do rzucania kostką i przyprawiania, a gra nie będzie oferowała nam żadnych wyzwań (poza naleśnikiem)… Nie jest to gra imprezowa, a raczej gra rodzinna do spędzenia z pociechami (dużo młodszymi niż rzeczone czternaście lat) czasu, gdy za oknem pada deszcz, a szukacie lekkiej gry z odrobiną podstawiania sobie nóg i masą losowości przy której nawet rzucanie kośćmi wydaje się mieć jakieś uporządkowanie.
Może wymagania wiekowe gry i jej stopień komplikacji są zdeterminowane rokiem produkcji i tym, że w latach osiemdziesiątych niektóre gry planszowe były iście odjechane pod względem komponentów…? Pamiętacie UPIORNE ZAMCZYSKO, czy PUŁAPKĘ NA MYSZY? Kto będąc wtedy dzieckiem nie chciał mieć planszówki którą budowało się do gry dłużej niż trwała sama rozgrywka? Może patrząc przez pryzmat lat osiemdziesiątych na A La Carte, uda się Wam wydobyć więcej magii z tej gry niż mnie to było dane.

 

Ultima iudicium – Ostateczna ocena

Plusy:

  • Zasady proste jak rozciągnięta struna garoty
  • Brak negatywnej interakcji

Minusy:

  • Zdecydowanie dla młodszych graczy niż zalecane 13 lat
  • Sami dorośli nie znajdą w tej grze nic ekscytującego (to bardziej rodzinna produkcja, która nawet jako imprezowa gra spełnia się średnio)
  • Nudzi się bardzo szybko

      Grę oceniam  – 5,5/10

A LA CARTE (1989) – Garść Informacji

   Autor: Karl-Heinz Schmiel
   Artysta: Jochen EeuwykChristof Tisch
  Ilość Graczy: 2-4
  Wiek minimalny: 13+  (myślę że sześciolatki spokojnie mogą was ogrywać w tę grę )
  Czas rozgrywki: ok 30 minut
  Wydawca: Heidelberger Spieleverlag, Moskito Spiele, Competo / Marektoy, Fantasy Flight Games, Giochi Uniti, IELLO, Intrafin Games, Stratelibri, Swan Panasia Co., Ltd.

Przydatne linki:

Strona gry na serwisie BoardGameGeek,
Instrukcja do gry,
Niestety, dostępna tylko na portalach aukcyjnych, lub w zagranicznych sklepach.

 

Serdecznie dziękuję za Wasz czas poświęcony na przeczytanie mojej recenzji.

Pozdrawiam

Sławek

* … akwarystyki, samorozwoju, coachingu, nauki języków, chęci zaspokojenia niezaspokojonej ciekawości świata….

** Tak naprawdę to zdanie brzmiałoby – ‘Patrz mi tu k… , ja zaraz wracam k… , tylko mi nie przypal k… .’  – tak, w kuchni język zmienia się diametralnie i nawet najwięksi poligloci dostają małpiego rozumu i porozumiewają się dialogami których nie powstydziłby się Pasikowski w swoich filmach.

0 Comments

Leave a comment

Your email address will not be published.